Nocne schadzki
Tak dużo czasu i energii zajęła mi zmiana wyglądu strony głównej tego bloga, że nie mam siły ani chęci na nic innego. Pewnie jeszcze go dopieszczę i dodam różne ciekawe rzeczy jutro.
Kiedyś może to przeczytam, więc napiszę tu, że aktualnie nie mam chłopaka, jestem smutna, jak zwykle robię wszystko na odwrót i nie tak jakbym tego chciała. Miałam dziś angielski u pana R., nic nie umiem na maturę i spędzam ferie w domu. Zostało jeszcze tylko kilka dni. Ogólnie żyć mi się nie chce, a jutro idę gdzieś z koleżankami.
Życie, tralala.
ember 2009-02-04 01:00:15
skomentuj (1)
"Jak teraz ciebie kochać mam...?"
Tak sobie ostatnio myślę o pewnym chłopaku. Nie będę tu pisać imion, więc będę go nazywać Mł. :)
Otóż czasami pozostaje w czlowieku taki sentyment, taka iskierka sympatii do kogoś lub czegoś. We mnie właśnie jest taka iskierka.. Nie znałam Mł. długo, lecz znaczy dla mnei bardzo wiele.. Niby mieszkamy w tym samym mieście, a nie widziałam go od około 4-5 miesięcy. Wiem, smutne. :( Jednak te wszystkie chwile są dalej we mnie, pamiętam je jak dzisiaj. Pierwsze nieśmiałe gesty, takie jak siedzenie bliżej siebie na ławce. Potem objęcie ręką.. Niby nic, ale czasami takie delikatne gesty mogą znaczyć więcej niż namiętny pocałunek. To jest to uczucie bliskości, połczenie umysłów.. Pełne sympatii rozmowy, radosne uśmiechy, a czasami nawet poprostu patrzenie sobie w oczy. Nic nie trzeba moić.. słowa są zbędne.
I nic nie znaczylo, że obok byli inni. Niby towrzyliśmy grupe, ale my dwoje istnieliśmy tylko dla siebie.
Następnie to samoistne poczucie bezpieczeństwa, było dla nas niemal oczywiste, że będziemy razem, że się kochamy. A jednak.. to było nasze ostatnie spotkanie.
Minęło trochę czasu, a ja dalej czuję to ciepło...
Po raz ostatni ukołyszę
Twe serce do snu
Nigdy nie ujrzysz mego uśmiechu
Pamiętam jeszcze pewien epizod z początku naszej znajomości.. On - zbuntowany punkowiec, kręcący się tylkow towarzystwie sobie podonych. Ja - jak powiedziała moja koleżanka "niepasująca do nich laleczka".
Siedzieliśmy w sporej grupie na "rampie". Ktoś pił wino, ktoś rozmawiał, ktoś palił fajkę.. A my, powolutku, zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw nieśmiało, bo przecież jesteśmy z zupełnie innych "sfer".. Tyle wątpliwości, niepewność co do wspólnych tematów. Po kilku minutach był już tylko śmiech i swobodna wymiana zdań. Przez cały ten wieczór Mł. był blisko mnie.
Nawet w pewnym momencie pomyślałam, że on idzie koło mnie przypadkiem (szliśmy duża grupą). Aby rozwiać swoje wątpliwośći, zwolniłam trochę. On zwolnił także, dalej był obok mnie. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
Następna scena z tego wieczoru.. Staliśmy obok amfiteatru. Podszedł jego kolega, powiedział, że muszą iść na chwilę na drugą stronę amfiku.. Do ajkiegoś innego kolegi. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Zapytał, czy pójdę z nim. Odmówiłam.
Byłam zaciekawiona, czy wróci.. Przecież nie było ze mną żadnego z jego znajomych. Usiadłam na ławce. Wrócił.
Odprowadził mnie do domu, zostawił wszystkich kolegów. A przecież dobrze wiedział, ze już ich nie znajdzie w tym tłumie..
Proszę nie zatrzymuj mnie
Opuszczę Cię we śnie
Jestem Twoją nimfą
Odchodziłam i wracałam
Kiedy tylko chciałam
Teraz opuszczam Cię na zawsze
Nie mamy żadnego kontaktu. Spotykaliśmy się jedynie w parku.
Nadzieja w wakacjach.. No i w tym, że w nastepnym roku będziemy się uczyć w tej samej szkole.
Pewnego dnia zapomnisz o mnie
I zrozumiesz że tak naprawdę..
*Autor wierszy nieznany.
ember 2005-12-25 22:58:55
skomentuj (2)